„Brawo! Jaki piękny skurcz!”, czyli o pozytywnej motywacji w porodzie i mocy dobrych słów

Wpis ten w szczególności dedykuję wszystkim mężczyznom, którzy podjęli decyzję o towarzyszeniu swojej partnerce w porodzie. To dla nich emocjonalnie wymagające przeżycie związane z lękiem o najbliższe osoby – ukochaną kobietę i dziecko.

Dlatego tak ważne jest, aby partner wspierający rodzącą używał słów, które będą ją pozytywnie mobilizować i otworzą na przyjście dziecka. Poród to ogromy wysiłek, ciężka praca (Francuzi używają nawet dosłownie określenia „travail d’accouchement” – „praca porodowa”, Anglicy mówią przecież „labour”), za którą kobiecie należy się podziw i uznanie. Bo nic, co naprawdę wartościowe, nie przychodzi z łatwością!

Pochwal za piękny wysiłek!

„Brawo, jaki piękny skurcz!” – to komplement, który usłyszałam od położnej, która prowadziła mój poród. Dodawał mi skrzydeł i był nagrodą za mój wysiłek, za kolejne „przeoddychanie” skurczu. Jak się zastanowić to słowa te są całkowicie pozbawione sensu! Przecież  w żaden sposób nie czułam się odpowiedzialna za narastające skurcze mojej macicy. Jednak poród i racjonalność często nie mają ze sobą wiele wspólnego.

Zatem warto i dobrze jest chwalić za to, co wydaje się całkiem oczywiste w porodzie (co nie znaczy, że jest łatwe!) : za to, że kobieta skupia się na oddechu podczas skurczu, że w przerwie między skurczami stara się rozluźnić i zrelaksować, że pozwala się poprowadzić położnej, że sama szuka najlepszych dla siebie pozycji. Za to, że po prostu rodzi. 

Motywuj, rozumiejąc sens porodu…

Niejedna kobieta przeżyła w trakcie swojego porodu chwile zwątpienia. Dojmujące zmęczenie, kiedy u pierworódki kolejne skurcze przynoszą dość powolne rozwieranie się szyjki macicy. Strach, który nadchodzi, kiedy pojawiają się skurcze parte. Frustracja, która się zdarza, kiedy położna dla naszego dobra prosi, aby zamiast przeć „dmuchać świeczkę”. No i nieuniknione coraz silniejsze i częstsze skurcze – kiedy brakuje chwili na oddech.

Trudno w takiej sytuacji partnerowi kobiety podejść na tak zwanym „luzie” do tego, co się z nią dzieje. Słyszy jej jęki, krzyki, czuje uścisk dłoni. Tymczasem jeśli uświadomimy sobie, że właśnie na tym polega dynamika prawidłowo przebiegającego porodu – im silniejsze, częstsze skurcze – tym bliżej urodzenia dziecka – tym łatwiej jest udzielać kobiecie efektywnego wsparcia. 

… i akceptuj uczucia kobiety

Jednak ostrożnie z doborem słów i sposobem motywowania rodzącej kobiety. Rozumienie fizjologii porodu nie oznacza, że ignorujemy stan emocjonalny naszej partnerki! Jeśli mówi ona „Nie dam rady!” – niekoniecznie odpowiadajmy „Świetnie sobie radzisz!”. Działajmy empatycznie, a jeśli nasza intuicja nic nam nie podpowiada – lepiej milczmy i dajmy wsparcie samą swoją obecnością.

Bądźmy też otwarci na różne scenariusze. Również na to, że kobieta może w trakcie porodu zdecydować o skorzystaniu z farmakologicznego znieczulenia. I że w każdej sytuacji jesteśmy po to, aby ją wesprzeć w jej decyzjach.

Przypominaj o celu porodu

Może to się wydawać niemożliwe, ale w trakcie porodu siła doznań bywa tak ogromna, że czasem kobieta właściwie zapomina o celu tego wszystkiego. Rozumieją to doskonale położne, które zwłaszcza, aby zachęcić kobietę do parcia, pytają czasem „Kogo rodzimy?”. To sposób na „ściągnięcie” uwagi kobiety do dołu i ukierunkowanie jej wysiłków. Takim samym przypomnieniem i sposobem na mobilizację sił rodzącej jest propozycja, aby kobieta dotknęła wyłaniającej się główki dziecka. Podobnie partner w trakcie porodu może motywować rodzącą, przypominając po prostu o rodzącym się dziecku.  

Rozśmieszaj, jeśli potrafisz

Poród to doniosłe wydarzenie. Jednak to nie oznacza, że musi być strasznie poważnie! Nic tak świetnie nie rozluźni krocza kobiety, jak spontaniczny śmiech (polecam tutaj wszystko, co o porodzie i między innymi o śmiechu w porodzie pisze Ina May Gaskin). I nikt tak nie rozśmieszy rodzącej, jak jej partner, który zna jej poczucie humoru, jej wrażliwość – może odnieść się do wspólnych przeżyć, czy tzw. „inside jokes”. Tylko uwaga! Pamiętajmy, aby to dowcipkowanie nie odbywało się za plecami kobiety! Fajnie jest pożartować z położną – łatwiej samemu się wtedy rozluźnić – tylko, że często mimo wrażenia bycia „w innym świecie”, kobieta rodząca słyszy i zapamiętuje wszystko, co się dzieje dookoła… Bądźmy więc z nią, a nie obok niej!

Im mniej słów, tym lepiej

Zdecydowanie od pewnego etapu porodu, im mniej będziemy mówić, tym lepiej. A kiedy to będzie, pokaże nam sama rodząca. Jej odpowiedzi na nasze pytania stają się wtedy zdawkowe. Widać, że jest coraz bardziej skupiona na tym co zachodzi wewnątrz jej ciała. I o ile na początku porodu, przy mniej dojmujących skurczach, rolą partnera jest właśnie odwrócić uwagę od fizycznego dyskomfortu, to kiedy poród jest już bardziej zaawansowany, oszczędźmy rodzącej dodatkowych bodźców. Czasem wystarcza po prostu, że jesteśmy i oferujemy już tylko fizyczne wsparcie. 

To na razie tyle o udzielaniu pozytywnego werbalnego wsparcia w porodzie. Jestem przekonana, że każdy mężczyzna towarzyszący swojej kobiecie potrafi zrobić to jak najlepiej, opierając się z jednej strony na zdobytej wiedzy na temat porodu, a z drugiej na tym, co podpowie mu serce ❤ 

A w kolejnym wpisie zajmiemy się tym, czego lepiej unikać, komunikując się z rodzącą kobietą. Tymczasem gorąco zapraszam na czerwcowe warsztaty dla par „Tata przy porodzie – jak efektywnie wspierać kobietę”, które pozwolą Wam jeszcze lepiej zgłębić tę tematykę 🙂 Zapraszam do zapisów!

ikona doulaNova

 

%d blogerów lubi to: