Oj DOULOż, moja DOULO!

Ponieważ coraz więcej przyszłych mam dowiaduje się o możliwości zatrudnienia douli, czyli kobiety, przeważnie z doświadczeniem macierzyństwa, która jest po to, aby „usłużyć” rodzącej, wspierając ją psychicznie oraz stosując wszelkie pozamedyczne metody przynoszenia ulgi w bólu, pokusiłam się o takie oto porównanie: „DOULA vs POŁOŻNA indywidualna” w porodzie szpitalnym. Ryzykowne i może dość kontrowersyjne, dlatego zapraszam do konstruktywnej krytyki!

Skąd się wzięła doula?

„Doula” narodziła się w Stanach Zjednoczonych głównie z powodu dramatycznych zmian, jakie zaszły w amerykańskim położnictwie w XX wieku. Wysoka medykalizacja porodu, a co za tym idzie praktyczne wyeliminowanie w wielu ośrodkach profesjonalnych położnych, które zostały zastąpione przez „obstetric nurses” (czyli „pielęgniarki położnicze” w wolnym tłumaczeniu), spowodowało, że kobiety zostały dosłownie pozbawione niezbędnej asysty podczas porodu. Kobiety zdane są tam często jedynie na lekarzy i asystujące im pielęgniarki, które z reguły trzymają się z dala od rodzących, zjawiając się jedynie w celu wykonania określonych procedur szpitalnych.

Tak więc doula stała się odpowiedzią na osamotnienie kobiety w porodzie oraz tą osobą, która mając odpowiednie uwarunkowania psychofizyczne (a przed wszystkim powołanie!) oraz świadomość i wiedzę praktyczną na temat porodu, może ją efektywnie wspierać i pomagać na wiele sposobów (nieprzerwana obecność przy rodzącej, dotyk, słowo, masaż, ograniczenie bodźców zewnętrznych, wsparcie w komunikacji z członkami rodziny oraz personelem medycznym, itp.). Wiele badań niezaprzeczalnie dowiodło, że obecność douli przy porodzie wpływa nie tylko na samo subiektywne pozytywne odbieranie przebiegu porodu przez rodzącą, ale skutkuje również skróceniem czasu jego trwania, rzadszym stosowaniem farmakologicznych środków przeciwbólowych (w tym ZZO), mniejszym odsetkiem interwencji położniczych, itp. (patrz m.in.: The Doula Book, Klaus, Kennel i in.).

Położna a doula – konflikt interesów?

W Polsce sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Mimo wielu lat medykalizacji za czasów PRLu oraz co za tym idzie dehumanizacji porodu, status położnej nie ucierpiał, tak jak za oceanem, a co więcej w ostatnich latach się wręcz umocnił. W Polsce położna może pracować samodzielnie, przyjmować porody domowe, a także świadczyć w szpitalu odpłatne usługi indywidualne. W Polsce od jakiegoś czasu działają również doule, które szkolą się głównie w ramach kursów prowadzonych przez Stowarzyszenie DOULA w Polsce w Warszawie lub Studium dla doul w Poznaniu.

Wydawałoby się więc, że pojawia się naturalny konflikt interesów między doulą a położną indywidualną! Czy na pewno? Są takie położne, które wspaniale współpracują z doulami, doceniając ich wsparcie i pomoc, jaką służą w komunikacji z kobietą, a także zwykłą pomoc fizyczną, która jest często niezbędna w opiece nad wymagającą rodzącą. Trzeba również pamiętać, że położna w trakcie prowadzenia porodu jest również zobowiązana do wypełniania określonych procedur, uzupełniania dokumentacji, oceny stanu noworodka, itp., co sprawia, że nie jest w stanie zawsze poświęcić kobiecie 100% uwagi. Również tutaj asysta serdecznej douli podczas porodu będzie dla niej nie lada wyręką.

Będą jednak i takie położne, które podniosą argument, że doula właściwie odbiera im chleb. Otóż kobieta rodząca ma wybór – nie musi brać położnej indywidualnej, bo w szpitalu należy jej się i tak opieka na porodówce, a weźmie doulę, żeby czuć się zaopiekowaną i komfortowo. (Jest to bez wątpienia argument ściśle związany z brakiem odpowiedniego wynagradzania za pracę położnych w ramach systemu standardowej opieki zdrowotnej w Polsce.) Niektórym się wręcz wydaje, że doula, która w zasadzie ma być kimś w rodzaju przyjaciółki dla rodzącej (wsparcie psychiczne i fizyczne) nie powinna pobierać wynagrodzenia, a pracować na zasadzie wolontariatu lub w ramach fundacji (a są i takie!). Idąc jednak dalej tym tokiem myślenia, należałoby wymagać od wszystkich zawodów typu psycholog, coach, trener, aby pracowali za darmo! A nie oszukujmy się, poród to nie jest godzina, półtorej…

Kogo wybrać? Trudne porównanie…

To oczywiste, że położna posiada niezaprzeczalne przewagi nad doulą, przede wszystkim z tytułu swojego wykształcenia medycznego i praktyki. Jest tą osobą, która jest odpowiedzialna za poród i to ona, oceniając stan rodzącej, podejmuje kluczowe decyzje, łącznie z tym, czy przywołać lekarza i prosić o medyczne interwencje. Faktem jest również, że współczesne, “oświecone” położne, prowadzą poród w duchu “doulowania”. Już nie poprzestają na skupianiu się jedynie na jego aspektach medycznych, a czuwają nad kobietą i jej dzieckiem również w sensie psychicznym, nie traktując porodu jako wyścigu, tylko respektując jego indywidualny rytm.

W jednym aspekcie jednak doula zawsze odróżni się od położnej indywidualnej prowadzącej poród w szpitalu. W przeciwieństwie do położnej, doula odpowiada za swoje działania wyłącznie przed nami (rodzącą i ewentualnie jej rodziną). Położna zawsze będzie odpowiedzialna przed instytucją! A owa odpowiedzialność związana jest ściśle z życiem i stanem zdrowia dziecka i matki po porodzie. Dodatkowo, co nie mniej ważne, doula pojawia się w naszym życiu jeszcze na długo przed porodem – jednym z elementów jej pracy jest poznanie kobiety w ciąży oraz jej potrzeb. Mało która praktykująca położna dysponuje czasem na zapoznanie się ze swoją pacjentką. Wręczenie w ostatniej chwili planu porodu to zdecydowanie za mało, by w pełni poznać profil rodzącej! (Logicznie rzecz biorąc, to nasza położna środowiskowa powinna przyjmować nasz poród…)

Podobnie po porodzie, doula powinna się spotkać z kobietą, wspierając ją w okresie połogu. Takie spotkanie to unikalna możliwość “przegadania porodu” – oswojenia go w pełni przez kobietę i pogodzenia się z tym wszystkim, co się zadziało, a na co mogła być nie do końca przygotowana. Nie ukrywajmy, że taki kontakt z położną indywidualną jest zazwyczaj niemożliwy! Próba zadawania “trudnych pytań” mogłaby zostać potraktowana przez personel medyczny jako jakiś zarzut wobec zastosowanych procedur lub interwencji. Za to doula w takim przypadku staje się obiektywnym obserwatorem, zdolnym w przystępny sposób wytłumaczyć szczegóły dotyczące danego porodu oraz w razie potrzeby udzielić psychicznego wsparcia.

A gdzie miejsce na tatę?

Wiele par, które zdecydowały się na poród rodzinny, traktowany jak coś zupełnie oczywistego w naszych czasach, podkreśla jak istotne z punktu widzenia kształtowania się ojcostwa jest to doświadczenie. Jednak kobiety pytane o rolę partnera w trakcie samego porodu już nie udzielają takich jednoznacznych odpowiedzi.
Obecność ojca dziecka nie zawsze jest wystarczającym wsparciem dla rodzącej – często sam mężczyzna wymaga również specjalnej uwagi i właściwie czeka na instrukcje od doświadczonych osób zaprawionych w porodowym boju. Ponadto jeśli chodzi o partnera kobiety to jest on zaangażowany z nią w relację intymną, emocjonalną, która w wielu przypadkach może stanowić istotną przeszkodę w sprawowaniu pożądanej opieki podczas porodu.
Obawa o zdrowie kobiety oraz dziecka może działać na niego blokująco. Trudno też wymagać od każdego mężczyzny, aby na potrzeby porodu zagłębił się w tajniki wiedzy położniczej i opanował techniki łagodzenia bólu. To właśnie położna lub doula będą tymi osobami, które powiedzą mu, jak się zachowywać, co robić, jak ulżyć kobiecie podczas kolejnego skurczu.

Jak więc wybrać? Doula czy położna indywidualna?

Jedno zapewne nie wyklucza drugiego, ale mało z nas posiada aż tak wysokie fundusze w swojej skarbonce-śwince z napisem “poród” 😉 A zastanowić się na pewno warto, bo kobieta w porodzie (zwłaszcza tym pierwszym) jest szczególnie bezbronna i zdana na łaskę i niełaskę innych. Niestety wiele kobiet dopiero po fakcie zdaje sobie sprawę, że zbyt mało czasu poświęciło takiej refleksji. I wydaje się nader sensowne, aby zadbać w pierwszym rzędzie o swój komfort i psychiczne bezpieczeństwo w trakcie porodu, zamiast inwestować w kolejny gadżet do pokoju maluszka lub kupować najnowszy model wózka!

Podsumowując te wszystkie rozważania należałoby oczywiście sobie życzyć, abyśmy mogły zawsze liczyć na takie indywidualne, nieprzerwane wsparcie podczas porodu w ramach świadczeń NFZ…

δ

%d blogerów lubi to: